Please enter a minimum of 2 characters to search.
Please enter a minimum of 2 characters to search.


Memorial Keepers(1)
They manage this memorial. Contact or join
Marta Poszumska
Marcin Kamiński
June 1st, 1970 - January 28th, 2024
June 1st, 1970 - January 28th, 2024
Marcin odszedł niespodziewanie i dużo za wcześnie - dla rodziny, dla przyjaciół, dla siebie.
Był człowiekiem morza i równocześnie człowiekiem niezłomnych zasad.
W 1994 roku ukończył Wydział Nawigacyjny Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie, a potem na całe zawodowe życie związał się z morzem, uzyskując tytuł kapitana żeglugi wielkiej, ale wybierając odpowiedzialną pracę na stanowisku chiefa oficera. Przez większą część swojej pracy na morzu był związany z Polską Żeglugą Morską i pracował na masowcach.
Poznaliśmy się będąc wszyscy w szkole średniej - szczecińskim LO nr 1. Marcin był człowiekiem kochającym góry, fotografię i muzykę, współzałożycielem i frontmenem szantowego zespołu "Wielki Bełt". W góry uwielbiał jeździć i wędrować po nich przez całe dorosłe życie.
Zapamiętamy go jako skrupulatnego i oddanego pracy człowieka morza, ale przede wszystkim jako kogoś, kto niczego nie robił nigdy na pół gwizdka ani byle jak - ani w pracy, ani w codziennym życiu ani w przyjaźni.
Marta Poszumska
Marcin passed away unexpectedly and much too early - for his family, for his friends, for himself.
He was a man of the sea and at the same time a man of steadfast principles.
In 1994, he graduated Szczecin Maritime Academy - Navigation Faculty and then he was dedicated to the sea for the rest of his professional life, obtaining the title of sea captain, but enjoying on purpose responsible work as a chief officer. For majority of his professional life he worked at sea at Polsteam Company, after several job changes he continued to work on bulk carriers.
We met when we were all in high school - Szczecin Secondary School No. 1. Marcin was a man who loved mountains, photography and music, he was a frontman of the shanty band "Wielki Bełt / Great Belt". He loved going to the mountains and hiking throughout his adult life. We will remember him as a precise and dedicated man of the sea but above all as someone who never did anything half-heartedly or skimpily - neither at work, nor in daily life, nor in friendship.
Create an event page to coordinate a gathering in honor of Marcin
Tributes
Share a favorite memory, send condolences, and honor Marcin’s life with a heartfelt message.
Agnieszka Kamińska
Z całego serca dziękuję wszystkim ktorzy zamieścili tu swoje wspomnienia o Marcinie. Są niezwykle cenne. To dowód Waszej przyjaźni i więzi jaka Was łączyła. Myślcie o Nim ciepło, wspomnijcie czasem z uśmiechem. Marcin wszystkich Was lubił i kochał, czasem w swój trudny do pojęcia sposób. Ale zawsze byliście dla Niego cenni. I zawsze stanąlby przy Was gdyby tylko była taka potrzeba.
Cezary Koperek

Małgorzata Buda

Marcina poznałam tak, jak moi przyjaciele, w liceum. Nie pamiętam, czy najpierw zauważyłam jego oryginalny, patchwork’owy sweter czy samego Marcina z charakterystyczną 'dyndającą' dżinsową torebeczką u szyi, ale najważniejsze było to, że dość szybko odkryliśmy, że podobnie spędzamy wolny czas. Góry, rower czy morze - to było to, co nas nakręcało! nieważne było gdzie, tylko kiedy, jedziemy. Z jednego z wypadów w Tatry, jak na tamte czasy i na Marcina dość spontanicznego, zapamiętam na zawsze noclegi: - jedne przed schroniskiem, gdyż nie było już jakichkolwiek miejsc, pomimo lata, w dość niskiej temperaturze, na przydrożnych kamieniach - drugie w pokoju z początkującymi naukowcami zbierającymi do swojej pracy badawczej odchody fauny górskiej, było więc klimatycznie, ale do dziś uważam, że też wyjątkowo i zabawnie. Marcin uwielbiał wyjazdy do Krakowa, może dlatego, że mieszkali tam jego dziadkowie - ludzie z przedwojennymi zasadami i wielkopolskim sznytem. Jeśli podpadł surowej i wymagającej babci miał na nią zawsze działający sposób: dwa obroty oberka czy walczyka i babcia natychmiast łagodniała i wybaczała błędy. Zresztą nie tylko ona. Kiedyś na jednej z zimowych wypraw z grupą przyjaciół, znaleźliśmy się w pensjonacie, który wszystkich nas odstraszał. Marcin zaproponował byśmy pojechali w miejsce, w którym na pewno nas ciepło przyjmą i dodatkowo domowo nakarmią. To nic, że trzeba było przejechac ponad 500 km pociągiem, praktycznie 10 h siarczystą zimą, 26 grudnia. Na miejscu gospodyni wyraźnie zaskoczona niezapowiedzianą wizytą 10 osób wyglądała nietęgo, ale Marcin ujął panią w pas i rozbrajająco szepnął jej do ucha, że widocznie nasza kartka świąteczna nie doszła i że mamy swoje śpiworki. Pani Janina finalnie się uśmiechnęła i przeprosiła, że obiadu nie będzie tylko późna kolacja. Byliśmy wniebowzięci.
Agnieszka Kamińska

Marcin jest moją największą miłością, przyjacielem i moim przeznaczeniem. Kazde z nas szukalo swojej drogi, a mimo to nasze ścieżki wciąż się przecinały. Mieszkaliśmy na tym samym osiedlu, mieliśmy wspólnych kolegów i koleżanki, w końcu wybraliśmy to samo liceum. Marcin byl rok wyżej. Razem uczylismy sie angielskiego, tlumaczylismy slowa piosenek, Marcin grał dla mnie shanty... byliśmy pokrewnymi duszami, czuliśmy to oboje. Pierwsze uśmiechy, dotyk dłoni, czułe słowa... Myślałam, ze po liceum nasze drogi rozejdą się. Ale zycie miało inne plany. Wyraźnie nam to pokazywało. Podczas moich studiow w Antwerpii Marcin przypłynął tam statkiem. Wpadliśmy na siebie przypadkiem na dworcu kolejowym. Spedzilismy ze sobą caly dzień śmiejąc sie i rozmawiając. Pierwszy rejs Marcina- Tarragona. Spotkanie w amfiteatrze. Zawsze przysyłał widokówki z rejsów, kilka ciepłych słów skreślonych w porcie. Nie dawał o sobie zapomnieć. Nie podtrzymywaliśmy osobistego kontaktu. Kazde z nas mialo juz swoje poukładane zycie. Po kilkunastu latach, po moim rozwodzie ( a właściwie jeszcze przed jego sfinalizowaniem) Marcin odnalazł mnie. Powrociły dawne rozmowy, wspolne sluchanie muzyki, wypady na kije, wyjazdy w Karkonosze. Tym razem nie oszukiwaliśmy przeznaczenia. Wiedzielismy, ze jestesmy stworzeni dla siebie.i chcemy isc przez życie ramię przy ramieniu. Cieszylismy sie kazdym wspolnym dniem, mielismy wspolne plany i marzenia. Czasem nie bylo latwo. Mieliśmy juz swoje przyzwyczajenia i nawyki. Uczyliśmy sie siebie nawzajem. Marcin był bardzo czułym mężem, opiekuńczym i wrażliwym. Byl honorowy, do bólu uczciwy i szczery. Zawsze służyl radą i pomocą. Był cudownym i uważnym słuchaczem. Otoczył opieką i wsparciem moją dwójkę starszych dzieci. Gdy pojawił się na świecie Wojciech Jan przepełniła go rodzicielska duma. Wychowywał Wojciecha, poświęcał mu morze czasu i uwagi. Czasem aż przesadnie. Marcin szanował ludzi, dbał o osoby starsze czy schorowane. Przejmował sie problemami innych osób, był zawsze uczynny i pomocny. Dobro innych stawiał ponad swoim. Był niezwykle sumienny i odpowiedzialny. Wspominam nasze wypady na grzyby, wspolne gotowanie, odkrywanie nowych miejsc i smakow na mapie świata, kawę pitą o poranku, naukę gaelickiego, sobotnie sprzątanie domu, setki maili pisanych do siebie podczas rejsów, wieczory przy kominku i z gitarą w ręku, spotkania ze znajomymi.. Czasem rozmawialiśmy o tym co nieuniknione. Oboje bylismy zgodni, ze jedno na drugie poczeka, ze na pewno sie odnajdziemy gdziekolwiek to jest bo przeciez miłośc nie umiera. Jest silniejsza niż śmierćì. Niewiele czasu nam bylo dane razem na ziemi. Ale byl to najpiekniejszy czas jaki moglam sobie wymarzyc. Przeżyłam go z miłością mojego zycia, kochalam i bylam kochana. A to nie zawsze sie zdarza. Marcin, jesteś we wszystkim co mnie otacza. Jestes ze mną zawsze i wszędzie. Kocham Cie. Dla Ciebie dedykuję nasz spring waltz Chopin. Zawsze przypomina mi Ciebie kochanie.
Anna Motyl
Marcina poznałam na studiach (byłam również w tej grupie osób szukających schronienia w Bukowinie Tatrzańskiej u pani Janiny) i właściwie potem nie spotkałam go już nigdy. Teraz, z pespektywy czasu, wspominam go jako człowieka odnoszącego się z szacunkiem do wszystkich i szanującego poglądy innych, ale też wymagającego szanowania jego własnych. Poczucie odpowiedzialności za innych oraz poważne traktowanie życia, to chyba najbardziej wyraziste cechy jego charakteru, które przychodzą mi do głowy, kiedy o nim teraz myślę. Spoczywaj w pokoju.
Aneta Sadka

Moja relacja z Marcinem jest dowodem na istnienie przyjaźni damsko - męskiej. Wszystkich przygód, wyjazdów, spotkań z przeszło 30 lat nie sposób wymienić, tak jak i emocji, które czasem wybuchały ... jednak zawsze udawało się wszystko wyjaśnić. Za nami setki rozmów, nie tylko łatwych i przyjemnych... Żałuję, że do rozmowy na którą się umawialiśmy już nie dojdzie.... ale w zasadzie ona jest... zawsze, gdy Cię odwiedzam, bo nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej. A drzewko szczęścia, które od Ciebie dostałam na nowy dom, pięknie się rozrosło i obdarowuję nim kolejne osoby
Copyright © 2026 Keeper Memorials, All rights reserved.